Mic Geronimo – The Natural (Blunt Recordings, 1995)
Napisane przez rokrzy, Grudzień 27th, 2009
Mic Geronimo urodził się w Queens, znalazł go na szkolnym konkursie talentów Irv Gotti – koleś z wytwórni Murder Inc – po więcej [chociaż i tak mało ich jest] informacji zapraszam na wikipedię. W zasadzie to dość sporo takich raperów znalazło się na płytach za sprawą „wyhaczających” ich właścicieli wielkich majorsów, czy też osób specjalnie do tego zatrudnianych. Obiło mi się o uszy również, całkiem niedawno, że Das EFX podobnie rozpoczynali swoją wspaniałą karierę na scenie rapowej.
To musiało być w latach 92-93 bo w 1993 roku powstał jego pierwszy singiel Shit’s Real czy jak kto woli Shit is Real – singiel ogółem naprawdę dobry, z drugiej strony jednak Mic miał niesamowitego pecha, ponieważ nie miał szans wypłynąć na szczyt gdy światło dzienne ujrzały chociażby Enter The Wu-Tang, Midnight Marauders czy Return Of The Boom Bap od Krs One’a – tak bardzo oczekiwany jego debiut solowy, choć i tak ostatnie jego krążki z BDP to raczej można było przypisać jako jego własność.
Dobra, Shit’s Real to kawałek naprawdę miło nastrajający, przyjemny i bardzo pozytywny, mieszanka gitary klasycznej plus szczypta dźwięków z basowej, która już sama w sobie wskazuje oddziaływanie funkowych lat no i bardzo dynamiczny bas. Ogółem bardzo na plus. Sam Mic bardzo spokojnie popłynął, jego flow mnie zadziwiło, super się dostosowuje do bitu, akcentuje końcówki wersów i lubi nieco zmieniać tonację razem z dźwiękami w bicie. Tematyka to głównie rozprawianie o dzielnicy z dodatkiem braggi -
w tych latach to dwa najpotężniejsze tematy. Kolejne lata to po kolei: 94; pojawia się kolejny singiel: It’s Real / Hemmin Heads, nie wiem czy It’s Real to odpowiednik Shit’s Real – być może wydał kawałek który spokojnie można wrzucić na antenie jakiegoś radia.
Rok 1995 to już jego debiut (oficjalna data premiery to 28 listopada), promowany singlem Masta I.C. / Time To Build i Lifecheck – wtedy mam wrażenie, że nie „lecieli w kulki” z promowaniem płyty odpowiedniej jakości singlami.
Jakim stylem się charakteryzuje płyta? Twarde i dość mroczne podkłady, ni to Pete Rock – bo to ewidentnie zbyt ciężkie stylowo piosenki, bardziej to pasuje pod Schow’a gdy wychodził album Godfellas z A.G. Ogółem za bitami Da Beatminerz, sam Irv Gotti, Buckwild i Mark Sparks którego raczej nie kojarzę na chwilę obecną. Warto wspomnieć o zajebistym występie 3 przyszłych gigantów w kawałku Time To Build; Jay-Z – który moim zdaniem najlepiej wypadł, DMX i Ja Rule – który w owym czasie był kompletnie nie znany z dorobkiem kilku singlii. Warto sprawdzić ten tłusty nowojorski klimat z wplecioną w nią braggą i opowieściach o ulicznych wydarzeniach, albumów nie jest w jakimś tam stopniu przesiąknięty gangsterskimi opowieściami, chociaż w Time To Build DMX trochę może spowodować, że się zawahacie, ale klimat miażdży. Słyszałem w wypowiedziach jednego znawcy (którym się jaram) lat dziewięćdziesiątych, że płyta była słabo promowana, może nie tyle co słabo bo raczej wytwórnia starała się promować, chociażby występem gościnnym O.C., lecz nie miała przebicia ze względu na gigantów którzy zmiażdżyli scenę płytami i te klasyki spokojnie królowały przez kolejne lata na gramofonach.
rokrzy
Tagi: Mic Geronimo, Queens, Recenzja, The Natural, Złota Era

