premiery

Dział dla graczy. Pomoc, oceny, solucje, dodatki, itp.

Postautor: Bristol » 2010-12-13, 20:42

Opinia "zwiastuna pokoju", bożyszcze tłumów i lubiany człowiek w większości miast, opowiedzenie się po stronie tych dobrych, wybicie w pień wszystkich, którzy ośmielili się stanąć na mojej drodze.
Fallout: New Vegas. Najlepsza gra, jaką miałem przyjemność ukończyć w tym roku.


LV vs. NV

Jako że jeszcze przed miesiącem byłem w Las Vegas, a także miałem przyjemność zwiedzać tereny pustynii Mojave, byłem ciekaw, w jakim stopniu twórcy gry oddali rzeczywistość. Rozczarowanie przyszło bardzo szybko, bo New Vegas nijak ma się do Las Vegas. Wszelkie podobieństwa kończą się na hotelu pana House przypominającego rzeczywisty hotel Stratosfera oraz na kolejce naziemnej jadącej na główną ulicę w mieście. Szkoda, bo to krok wstecz w stosunku do postapokaliptycznego i cholernie dobrze wykonanego Waszyngtonu z Fallout 3.

CIERPLIWOŚĆ

Fallout: New Vegas jest jak nastoletnia dziewica. Od samego początku widać w nim potencjał, czuć klimat, chce się grać, poznawać, smakować i przeżuwać, ale trzeba uzbroić się w cierpliwość. Z tą grą jest jak z moją byłą - trzeba z nią najpierw trochę pochodzić. Obiecujący początek, w którym zostajemy prawie zabici szybko zmienia się w nudną podróż bez określonego celu. Od chatki do chatki, od miastka do miastka i tak dopiero po 5-6 godzinach grania, gdy już masz za sobą sukcesy w zabijaniu zmutowanych mrówek i gekonów, zaczyna kłębić się w twojej głowie myśl, że oto masz do czynienia z bardzo dobrą i wciągającą grą.


O CO CHODZI?


O ile w poprzedniej części mogliśmy mieć poczucie, że robimy coś wielkiego dla ludzkości, pamiętacie, mieliśmy im wodę oczyścić, puknąć Edena i przy okazji zwiedzić stolicę USA, o tyle tutaj brakuje rozmachu. Skupiamy się głównie na realizowaniu swoich prywatnych interesów, a gdy w końcu przychodzi nam powalczyć w imieniu ciemiężonych i tak nie pozbywamy się uczucia, że nasze działania mają lokalny wymiar. I dobrze i źle. Mnie się podobało. Ja w swoim życiu już nie jeden świat uratowałem i czułem się świetnie w skórze zwyczajnego kuriera, który powstał z martwych, aby dowiedzieć się, kto i dlaczego chciał go puknąć, a skończył jako pan i władca okolic New Vegas.


UPIORY PRZESZŁOŚCI

Niestety nie wychowałem się na pierwszych dwóch częściach Fallouta. Gdy wychodziły na rynek, byłem za mały i wolałem Sapera, gdy próbowalem przed dwoma laty, nawet trochę pograłem, ale szybko mi się znudziło. Za to niektórzy pamiętają, że Fallout 3 zrobił na mnie ogromne wrażenie. To chyba nawet była pierwsza gra, którą recenzowałem.
Czytałem, że New Vegas ma klimat starych dobrych falloutów. Być może i ma, choć mnie trochę zabrakło oryginalnych czy wręcz absurdalnych lokacji w rodzaju Tranquility Lane czy Oazy i właściwie tylko raz pojawił się na mojej twarzy uśmiech zaskoczenia, gdy idąc bez celu dobre pół godziny przez pustkowia, góry i pagórki doszedłem do pensjonatu, w którym przebywał stary dobry znajomy. BTW - czytałem marudzenia, że pustkowia w NV są aż za dużymi pustkowiami i bardzo często krąży się i krąży i niczego nie znajduje. Od razu widać, że pisali to konsolowcy, bo właśnie to było najbardziej denerwujące w poprzedniej części - co kilka minut wpadało się na jakąś bandę mutantów czy ghouli i odnosiło się wrażenie, że na stosunkowo niewielkim terenie twórcy chcieli upchnąć jak najwięcej.
W NV mapa nie jest wielka, ale poszczególne lokacje zostały na niej sensownie rozłożone i już nie dochodzi do absurdów w rodzaju, że jest miasto z trzema mieszkańcami, którzy od lat nie nie mogą sobie poradzić z towarzystwem trzech mutantów.

PRZYTULANKI

Świetnie rozwiązano kwestię przynależności do poszczególnych frakcji. Nie ma już jedynie słusznej drogi, a decyzje o współpracy z jednymi mają swoje konsekwencje w stosunkach płciowych z innymi. Włożysz nie to wdzianko co trzeba i w jednym mieście jesteś friendly, a w drugim strzelą ci w dupę bez ostrzeżenia. Jako że pokojowy ze mnie człowiek, nosiłem ciągle neutralny pancerz i starałem się wazelinować komu tylko się dało. Dobrowolnie zrezygnowałem ze wspomaganych wdzianek, bo chodzenie w nich nawet na najwyższym poziomie trudności niewiele różniłoby się od grania z kodami na nieśmiertelność.

Do wyboru mamy m.in Republikę Nowej Kaliforni, Wielkich Chanów, Legion Cezara, charyzmatycznego pana House i szereg pomniejszych grup. Wszystkim właściwie chodzi o jedno - chcą rządzić, a ja mam im w tym pomóc. Do samego końca umiejętnie lawirowałem między nimi, aby nie podpaść nikomu i tylko nie udało mi się narazić na gniew cezara. Miał pecha, bo zadarł nie z tym kominkiem, z którym trzeba i poczuł w buzi smak ogniwa z YCS/186 - mojej ulubionej broni. Do znalezienia na dalekiej północy mapy.


MOCNY W GĘBIE


Kolejnym plusem jest możliwość rozwiązywania problemów w pokojowy sposób. Warto od początku ładować w retorykę. No może nie tak od początku. Ja tradycjnie najpierw pakowałem w zamki, potem w komputery, trochę w broń palną (niepotrzebnie, mogłem od razu w energetykę) trochę w naprawę. To ostatnie wywoływało we mnie frustrację, bo ceny napraw dobrych broni i pancerza szły w tysiące kapsli i do samego końca gry nie było mnie na nie stać. Ja chyba nie potrafię w tej grze dorobić się fortuny. Pod sam koniec miałem coś koło 6 tys. i to tylko dlatego, że sprzedałem trochę ciężkiego sprzętu.
Nie wiem czy to ja się starzeję, ale tam gdzie można było coś załatwić retoryką, a można było pomóc sobie nią przy większości questów - unikałem walki.


BYŁEM Z KOBIETĄ

Zresztą sama walka do najprzyjemniejszych nie należała. O ile w poprzedniej części system VATS był u mnie w użyciu nawet gdy strzelałem sobie w kolano, tak teraz większą frajdę sprawiało mi celowanie z lunety i walka na dystans. Na przód wypuszczałem Weronikę i Ed-e. A propos - towarzysze bardzo się przydają. Mają swoje historie do opowiedzenia, można z nimi trochę poszaleć po pustkowiach, ale przede wszystkim znakomicie sprawdzają się jako mięso armatnie, bo są nieśmiertelni. Większość gry przeszedłem z ww. Weroniką, która posiadała umiejętność dobrego bicia z piąchy. Trochę poromansowałem z panią Cass, ale ja nie przepadam za kobietami, które nie rozstają się z whiskey i jak tylko pomogłem jej w rozwiązaniu bieżących problemów, zmusiłem do złożenia dymisji.


OBRAZ


Jeszcze parę słów o grafice, ale tylko parę, bo jaka jest, każdy widzi. Twórcy zakpili sobie z graczy i postanowili nie ulepszać tego, co już 2 lata temu nie wyglądało rewelacyjnie. Graficznie nie różni się praktycznie wcale od poprzedniej części. Spaprano tez muzę, bo w sumie tylko ze dwa kawałki przypadły mi do gustu. W Fallout 3 potrafiłem całą grę przejść słuchając w kółko rewelacyjnego Skibę jako Three Doga, a soundtrack z gry miałem przez jakiś czas w Ipodzie.

BUGI

Nie stwierdziłem też żadnych poważniejszych bugów, mimo że na forach czytałem jaka ta gra jest zabugowana. Wcale nie jest. W pip-boyu mam zaledwie 2 questy, które zaliczyłem choć mi ich nie zaliczyło, ani razu nie trafiłem na moment, w którym musiałbym wczytać poprzedni stan gry, bo coś się zawieisilo.
Odniosłem natomiast wrażenie, że wiele wątków zostało napoczętych i niedokończonych, czasami w rozmowach z NPC były tylko jedne opcje do wyboru, choć rozsądek sugerował, że powinno być ich więcej. Niektóre lokacje też zostały wciśnięte na siłę i niewykorzystane. Przypominało mi to trochę Gothic 2, który skrzydła swoje rozwinął dopiero, gdy wyszedł do niego dodatek Noc Kruka i gra wtedy stała się spójna. Być może podobnie będzie z New Vegas.
Gra jest też całkiem stabilna - przez cały tydzień zaliczyłem tylko 3 wyjścia do systemu. Dzięki niej polubiłem też Steam, bo na święta jechałem do rodziny i bez problemu mogłem grać sobie na drugim kompie. Ściąganie kilku gigabajtów trwało niecałe 2 godziny.


Już po kilkunastu godzinach grania wiedziałem, jaką ocenę wystawię Fallout: New Vegas.
Różnice między tą a poprzednią częścią są kosmetyczne, można nawet powiedzieć, że gramy w bardzo rozbudowany dodatek, przy czym bardzo oznacza naprawdę "bardzo", bo spokojnego grania mamy na dobre kilkadziesiąt godzin.
Jeśli komuś podobał się Fallout 3, z całą pewnością powinien zagrać w New Vegas. Ja nawet nie wiem czy nie wolę tej części. Może dlatego, że czułem się lepiej zwiedzając znane mi z reala tereny, może dlatego, że nie musiałem tracić godzin na bieganie po nudnych i znienawidzoncyh podziemiach metra, może dlatego, że postaciom niezależnym nadano więcej ludzkich cech i przestały pełnić rolę statystów rozdających questy.
Wielka szkoda, że takich gier nie robi się wiecej, a coraz większą popularnością cieszą się parodie cRPG w rodzaju "Mass Effect", gdzie można chodzić wyłącznie po wytyczonych ścieżkach.


Fallout: New Vegas zasługuje, by obniżyć mu notę za grafikę, wymagania sprzętowe, mały postęp w stosunku do poprzedniej części, ale nie można odmówić mu tego, co w grach najważniejsze - klimatu, miodności, potrzeby poznawania świata i zatapiania się w nim bez pamięci.

Src:
Kod: Zaznacz cały
http://www.kominek.tv/tt.recenzja.fallout.new.vegas,artykuly,296.htm

Awatar użytkownika
Prekursor
Prekursor
 
Posty: 1233
Rejestracja: 2008-07-21, 11:12
Lokalizacja: Łódź / Ż-C

Postautor: Fanatik » 2011-03-02, 23:36

Dobra recenzja. Gra faktycznie lepsza od 3, bo trójka właśnie tak powinna wyglądać od samego początku. Pierwsze przejście gry zajęło mi 71 godzin, co w dzisiejszych czasach jest wynikiem fantastycznym. I nie były to nudne godziny, o nie. Teraz gram ponownie, po raz pierwszy walcząc bronią białą, i mam już 50 godzin gry za sobą, a nie jestem nawet w połowie. Pierwszy dodatek właśnie zaliczam, a ma ich być jeszcze 3 czy 4.

Nie zgodzę się tylko z opinią, że skopano muzę, bo kawałki z radia są świetne, a i po jego wyłączeniu ambientowe, niepokojące odgłosy nie dają nam czuć się spokojnym. Ja dzięki radiu New Vegas poznałem chociażby niesamowity wokal Peggy Lee. Poza tym w grze umieszczono kilka pamiętnych numerów z 1 i 2 części, bo tego domagali się gracze. A jak komuś nie pasuje muza, zawsze może ją sobie podmienić na swoją, jest na to sposób. Ja tak tym razem zrobiłem i przy zwiedzaniu jaskini Szponów Śmierci słyszę np. takie coś:



Grając o północy ze słuchawkami na uszach - wrażenia gwarantowane.

Co tu więcej pisać, w to trzeba zagrać i w to trzeba wsiąknąć. Jedna z lepszych gier z zeszłego roku, to pewne. Pozostaje nam czekać teraz na F4, zapewne zrobiony zostanie na tym samym silniku co nowe Elder Scrolls. Będzie to ostatni Fallout, do którego Bethesda ma prawa. Co stanie się dalej z serią? Póki co nie wiadomo, spór wciąż trwa z tego co wiem.

Awatar użytkownika
0%
0%
 
Posty: 14
Rejestracja: 2011-03-02, 18:44
Lokalizacja: Skarland


Postautor: vale » 2018-09-16, 18:17

инфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфо
инфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфо
инфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфо
инфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфо
инфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфо
инфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфо
инфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфо
инфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфоинфо

100%
100%
 
Posty: 89577
Rejestracja: 2018-05-02, 05:26




Wróć do Gry