premiery

Rozmowy z artystami

Postautor: Grochu » 2014-06-14, 17:11

Słowo w słowo z Hukosem

Odkryłem go wiele lat temu jak większość jego fanów po jednym kontrowersyjnym kawałku „Panie prezydencie”. Później zgłębiłem się w jego twórczość i po kilku tygodniach kupiłem pierwszą płytę. Następnie przyszedł czas na zakup kolejnej. Wreszcie udało mi się z nim porozmawiać i tak od nitki do kłębka ta delikatna znajomość rozkwitła do bardzo ciekawych rozmów na temat rapu, muzyki, sportu. Wreszcie zapytałem o wywiad, zgodził się bez większych problemów. Przed Wami wywiad, który jest wypadkową długiej znajomości, wielu rozmów oraz lat słuchania jego muzyki. Dzisiaj rozmawiam Słowo w słowo z Hukosem. O rapie, muzyce, sporcie i kilku innych sprawach. Zapraszam.

Witaj Hukos. Pierwsze pytanie oczywiście proste. Dla wielu „debiutujących” raperów na scenie od wydania pierwszej płyty zmienia się bardzo wiele w życiu. Jak było w Twoim przypadku i czy ma to wpływ na nowy krążek?

Hukos: Pierwsza płyta owszem zmienia bardzo wiele, z tym, że ja zanim nagrałem pierwszy legal miałem na koncie 3 albumy w podziemiu, także traktowałem to po prostu jako kolejną płytę. Więc pod względem czysto muzycznym niewiele to zmienia. Natomiast na pewno zaistnienie na legalu otwiera wiele nowych możliwości. Przykładem tego jest liczba gości, których zaprosiłem na „Knajpę Upadłych Morderców”. Nie był to ruch podyktowany względami marketingowymi, tylko właśnie tym, że nagle miałem szersze pole manewru i w końcu mogłem pracować z tymi ludźmi, z którymi zawsze chciałem coś wspólnie zrobić. Wyjście na scenę legalną owszem, ma wpływ na każdy kolejny album choćby z tego względu, że masz większy budżet na płytę, więc możesz dobrać sobie lepsze bity, zaprosić instrumentalistów, czy też spędzić więcej czasu w studio dopieszczając poszczególne utwory nie martwiąc się o stan konta, bo jednak godziny studyjne sporo kosztują.

O Twojej poprzedniej płycie mówiło się debiut. Chyba jednak nie byłeś w pełni spełniony? „Ten rok miał być moim, miałem rozpierdolić, nie wbiłem na Olis – debiut roku Hukosowi” Czy czułeś jakiś żal, frustracje?


Hukos: Z tym wersem o Olisie to też nie do końca było tak, jak napisałeś. Po prostu Olis jest bardzo niewymierny i pozycja na nim zależy od wielu czynników, poza tym da się do pewnego stopnia manipulować Olisem. W moim przypadku na przykład do oficjalnej sprzedaży nie były zgłoszone płyty sprzedane w preorderze, a było tego trochę. Poza tym pozycja na Olisie zależy od miesiąca w jakim wydajesz, od ilości innych płyt, które w danym czasie mają premierę, od sposobu księgowania sprzedaży i tak dalej i tak dalej. Gdyby na Olisie była podawana konkretna liczba sprzedanych egzemplarzy poszczególnych albumów, to wtedy ta lista miałaby większy sens. Także nie czułem frustracji ani żalu, raczej w ironiczny sposób chciałem sie odnieść do pogoni niektórych raperów za pozycją na Olisie.

Czy po tylu latach w rapie, wreszcie opuścił Cię stereotyp człowieka od jednego kawałka? Jednak przybyło Ci fanów, więc chyba już mało kto kojarzy Hukosa tylko z utworu „Panie Prezydencie”.

Hukos:
Nigdy nie czułem sie typowym „one hit wonder”, bo wiem, że mam na koncie dużo dobrych zwrotek i mój talent pozwala mi sprawdzać się w różnych konwencjach. Na pewno zna mnie teraz dużo więcej osób i ci, którzy śledzą co robię, wiedzą na co mnie stać.

Kiedyś pisałeś o tym, że chciałeś być na płycie Kodexu. Jak widać, udało się. Inne muzyczne cele? Czy zawsze będziesz tworzył płyty stricte – rapowe. Patrząc na ostatnie posunięcia w rapie, czasem lepiej odbiec od tej konwencji (sukces Donatana). Z drugiej jednak strony Kasta tworząc coś innego zbiera dobre opinie, ale mimo to ludzie ciągle chcą jego powrotu do gry.

Hukos:
Wiesz co, ja się ogólnie staram interesować muzyką jako całością, więc mój gust nie ogranicza się tylko do rapu. Za kilka lat z przyjemnością sprawdziłbym się w projekcie, który byłby na przykład połączeniem klasycznego rocka i rapu. Coś na zasadzie płyty Vienia „Profil pokoleń”

To mógłby być całkiem dobry i ciekawy projekt. Warto zatem zapytać czy Hukos naprawdę jest głodny z natury?

Hukos:
Tak, zdecydowanie mam dużą wiarę w siebie, choć mam nadzieję, że nie zahacza ona o zarozumiałość. Lubię stawiać sobie cały czas nowe wyzwania i mam takie wieczne poczucie niespełnienia, ale dzięki temu cały czas mam ten głód w sobie, by iść do przodu.

Pisałeś kiedyś o tym, że za płyty dostajesz za mało. Polacy rzadko kiedy otwarcie mówią o pieniądzach, ponieważ jedni albo perfidnie zaglądają innym do kieszeni, a drudzy ciągle powtarzają, że na rapie nie powinno się zarabiać. Jak Ty się do tego odnosisz? Czy publika błędnie rozumuje?

Hukos:
Jeśli ktoś nadal uważa, że na rapie nie powinno się zarabiać to według mnie jest to niepoważne podejście. W pewnym momencie zaczynasz poświęcać temu tyle czasu i energii, że albo profesjonalizujesz swoje działania, co wiąże się z pobieraniem wynagrodzenia za swoją pracę, albo po jakimś czasie dasz sobie z tym spokój, bo pochłonie cię życie codzienne, dom, rodzina, inna praca, bo z czegoś trzeba żyć. Natomiast widzisz, ja nie chcę robić rapu po to, by na nim zarabiać, tylko chcę robić rap i na nim zarabiać, po to, by się dalej rozwijać, by pracować z lepszymi ludźmi, na lepszym sprzęcie itp. Pieniądze z rapu nie są dla mnie celem, ale środkiem do celu. Niby subtelna różnica, ale bardzo istotna. Poza tym to, co pisałem wcześniej, jestem ambitny, wiec skoro wokół mnie widzę wielu dużo mniej zdolnych raperów, którzy zarabiają duże pieniądze, to myślę sobie „jestem od nich lepszy, więc dlaczego to nie ja mam zarabiać tyle co oni?”

Mimo wszystko zauważyłem, że ludziom znudziło się już rapowanie o pieniądzach. Ciągłe powtarzanie tych samych tematów jest dobre? W USA jakoś większość klipów czy też kawałków posiada podobną treść i sprzedaż jest niesamowita. Dlaczego u nas jest inaczej? Czyżbyśmy mieli bardziej wytrawnych słuchaczy?

Hukos:
U nas cała kultura hip-hop jest nadal bardziej niszowym zjawiskiem niż w Stanach, więc siłą rzeczy mniej jest niedzielnych słuchaczy. Rap jest bardzo zróżnicowany i zawsze tak będzie, że ten w wersji komercyjnej, telewizyjno-radiowej będzie raczej płytki i prosty, właśnie po to, by przykuć też uwagę takich niedzielnych odbiorców.

Jeśli już rozmawiamy o odbiorcach, to powiedz mi jak to jest z udostępnianiem wzajemnie kawałków? Jest to jakiś przymus ze strony wytwórni, czy robicie to bo po prostu chcecie? Wszystkie kawałki, które udostępniasz podobają Ci się, czy po prostu robisz to z dobrej woli, aby kumpel odniósł większy sukces?

Hukos:
Nie ma żadnego przymusu i nawet sam mówiłem w Stepie, że pewnych rzeczy wychodzących w naszej wytwórni nie chciałbym promować na swoim profilu. W większości przypadków jednak wzajemnie się znamy i szanujemy i jest to właśnie forma pomocy kumplom. Jak dla mnie, to taka typowa ziomalska przysługa, bo od zawsze mi wpajano, że koleżkom trzeba pomagać i vice versa. Więc jeśli tylko coś nie jest mega słabe i prezentuje odpowiedni poziom, to zawsze z chęcią pomogę i podpromuję znajomych.

Czy Twoim zdaniem Polacy mają problem z interpretacją tekstów? Wielu raperów na swoich profilach tłumaczy o co im chodziło w kawałkach. Ostatnio Huczu-hucz, kiedyś także Sokół. Miuosh też tłumaczył o co chodzi w klipie. Powstają serwisy do interpretacji teksów. Czy to pokazuje, że jednak teksty są zbyt trudne, czy jednak dobrze, że ludzie ciągle szukają nowych wyjaśnień?

Hukos:
Owszem zdarzają się bardzo trudne teksty, ale często są one dosyć łatwe w interpretacji, a pomimo to, ludzie ich nie rozumieją. To efekt infantylizacji hip-hopu. W rapie można znaleźć wiele nawiązań popkulturowych chociażby do literatury, czy też filmu. Żeby je wyłapać trzeba mieć jakąkolwiek wiedzę o otaczającym świecie. Miałem ostatnio taki przykład… Pewien chłopak napisał do mnie z pretensją, że w kawałku „Kupujcie polskie rap płyty” bezczelnie ukradłem wersy Sokołowi. Oczywiście wytłumaczyłem mu, że to był follow up, natomiast on nawet nie wiedział co to follow up i że cytowanie wersów innych raperów to bardzo powszechna praktyka w tej grze. No i co ja na to mam powiedzieć?

Właściwie w takiej sytuacji chyba nie ma nic do powiedzenia… trzeba słuchaczy edukować. Doszedłem ostatnio do wniosku, że Bragga jest złe, smutny rap też. Rapowanie o pieniądzach już się przejadło. Czy jest według Ciebie jakiś złoty środek, który idealnie by wpasował w gusta? Jak według Ciebie powinna wyglądać idealna płyta? Sam próbujesz robisz spójne albumy czy jednak nie zależy Ci na jakimś specjalnie obranym konspekcie?

Hukos:
Nie uważam, że bragga jest złe, o ile jest dozowane w odpowiedniej ilości. Lubię raz na jakiś czas nagrać typowe bragga bez większej treści, dla czystego treningu, nawet niekoniecznie to potem wypuszczać do ludzi. Natomiast fakt, ze jeśli ktoś nagrywa 5 płyt tylko w takiej konwencji, to może to być nudne. Mogę mówić tylko za siebie i ja osobiście lubię po prostu nagrywać numery o sobie, o swoim życiu, czyli duża doza retrospekcji i autorefleksji. Zdecydowanie staram się, by każda moja płyta była spójna i miała jakąś myśl przewodnią. Nie chodzi tu nawet o jakieś wyszukane koncept albumy z 3 dnem.

Czemu zatem ciągle słuchamy ksywek a nie treści?

Hukos:
Bardzo złożony temat. Najprościej powiedzieć, że ludzie są głupi. Ale to tylko mała cząstka prawdy. Ludzie często nie posiadają własnego gustu, więc chcąc być na czasie, podłączają się pod aktualnie modne trendy. Innym aspektem jest na przykład presja rówieśnicza. Siłą rzeczy rapu słucha w dużej mierze młodzież, a w tym wieku akceptacja w grupie rówieśników jest bardzo ważna. Dlatego też słuchają tego, co akurat słuchają koledzy, często trochę na siłę. Często też zwyczajnie brakuje nam czasu na dogłębne poszukiwanie dobrej muzyki i zadowalamy się tym, co jest nam podtykane pod nos.

Czy wplatanie religii do rapu to wg Ciebie dobry pomysł? Motyw Boga nie pojawia się często w kawałkach. Jimson czy też Planet rapowali bardziej o podważeniu jego istnienia (zwłaszcza ten pierwszy). Ostatnio niesamowitej przemiany doznał Medium, co wielu się nie spodobało. Jak Ty odbierasz takie kawałki?

Hukos:
To jest właśnie piękne w rapie, że można mówić o wszystkim. Jeśli ktoś czuje się na siłach by w ciekawy sposób, bez udawania kaznodziei i prawienia banałów mówić o Bogu, to dlaczego nie, jestem za.

Odwieczny dylemat wielu ludzi, czyli hip-hop łączy czy jednak dzieli? Miuosh kiedyś powiedział, że rapgra to teren dla prawdziwych mężczyzn, a nie dla słabych, którzy ciągle chcieli by wszystkim okazywać pokój i miłość. Pih uważa podobnie. A czy Hukos sądzi inaczej? Mimo wszystko dissy to też jakaś forma przekazania treści.

Hukos:
Hip-hop od zawsze był kulturą bitewną, więc rywalizacja jest w nią naturalnie wpisana. W każdym hermetycznym środowisku normalną rzeczą jest, że nie każdy z każdym będzie się lubił. Odmienność charakterów, poglądów, sposobu bycia, postrzegania życia, cokolwiek. Często raperzy właśnie w beefach wspinają się na wyżyny swoich umiejętności i to jest dobre. Natomiast nagrywanie komercyjnych dissów, bo na przykład wychodzi nowa płyta i trzeba zrobić skandal, by zwiększyć sprzedaż uważam za słabe. Równie słabe jest kręcenie komuś afer za plecami i kopanie pod kimś dołków. To coś na zasadzie boksu. Do ringu wchodzi dwóch wojowników i nie ma litości, leje się krew i obydwaj chcą się nawzajem pozabijać, natomiast po walce potrafią podać sobie ręce z szacunku do przeciwnika.

Rap w mediach to dobry pomysł? Ty zdaje się byłeś Za a nie przeciw. Jednak bardzo szybko TV poleciała za daleko. Rapowe wątki można było zobaczyć w Trudnych sprawach, w rozmowach w toku i w innych miejscach. Oczywiście było to na poziomie absurdu i żenady. Nie sądzisz, że błędne pokazywanie obrazu rapu wpływa później na jego odbieranie? A reklama na facebooku? Właściwie każdy już ma własny fanpage. Ty udzielasz się bardzo obficie. Jest to sposób na zdobycie fanów czy po prostu chcesz z nimi utrzymywać lepszy kontakt?

Hukos:
Oczywiście, że jestem za jak najszerszym udziałem hip-hopu w mediach, ale właśnie na określonych zasadach. Życzyłbym sobie, żeby był pokazywany w rzetelny sposób przez kompetentnych ludzi, a nie na zasadzie dziwnego zjawiska, czy patologii. Takie absurdy, o jakich wspominasz trzeba tępić z całą stanowczością, bo właśnie wypaczają nasz wizerunek. Co do facebooka, to właśnie traktuję to trochę na zasadzie spotkania ze słuchaczami po koncercie, gdzie jest czas z nimi porozmawiać, wymienić poglądy i doświadczenia. Fanpage jest namiastką tego, tyle, że w formie bardziej globalnej, bo siłą rzeczy nie z każdym człowiekiem jesteś w stanie spotkać się na żywo, albo poświęcić mu wystarczająco dużo czasu.

Jasno także wyraziłeś się kwestii emigracji oraz wyjazdu do pracy. Czy kiedykolwiek czułeś się gorszy właśnie z tego powodu, że robisz to co wielu, a jednak nie masz z tego takich wpływów?

Hukos:
Nie zupełnie, tak tego nie odbieram. Może to banalne, ale podróże naprawdę kształcą. Widzisz, zawsze chciałem pojechać do Stanów, zobaczyć na żywo kolebkę hip-hopu. Dotychczas byłem 4 razy w Nowym Jorku, poza tym dane mi było odwiedzić inne miasta, jak Detroit, czy Chicago. Pomimo, że były to zawsze wyjazdy zarobkowe i pracowałem tam fizycznie, to jednak przy okazji mogłem poczuć klimat tych miejsc. Zobaczenie na żywo na przykład nie istniejącej już mekki grafficiaży z całego świata „5 Pointz”, czy też zrobienie sobie zdjęcia na ulicy, która pojawiała się na okładkach albumów Nasa, to bezcenne doświadczenia. Wyjazdy dają mi kolejne inspiracje do pisania wersów.

Zmieńmy na moment temat. Piłka nożna. Z tego co wiem jesteś kibicem Arsenalu. Oglądasz mecze? Jak oceniasz sezon?

Hukos:
Arsenal to moja ulubiona zagraniczna drużyna. Zaraził mnie tym jeszcze mój świętej pamięci dziadek, który zawsze namiętnie oglądał wszelakie mecze i zawsze kibicował Arsenalowi. Ja sam osobiście teraz mecze oglądam raczej tylko okazjonalnie. Wynika to z prostego faktu, że nie posiadam telewizora, ale w czasach gdy miałem wykupiony abonament canalu plus oglądałem ligę angielską regularnie. Cenię Arsenal za sposób budowania drużyny i odważne stawianie na młodych graczy. Natomiast smutny jest fakt chronicznego braku trofeów.

Arsene Wenger to przykład cierpliwości i tego, że warto ufać trenerom z pomysłem. My jednak cierpliwości nie mamy i to nie tylko w sporcie. Sądzisz, że warto dawać czas np. świeżo zatrudnionym trenerom w piłce nożnej, mimo tego, że im totalnie nie wychodzi? Kibice jednak też nie są cierpliwymi ludźmi a to jednak oni kupują bilety.

Hukos:
Akurat bycie trenerem, to taki niewdzięczny zawód, że albo osiągasz sukcesy tu i teraz, albo oglądasz drzwi prezesa od drugiej strony. Ale to, co się dzieje na przykład w lidze polskiej, to często przykry żart. Karuzela z trenerami kręci sie w zawrotnym tempie i podczas jednego sezonu 3 różne osoby potrafią prowadzić jedną drużynę. To wina nadpobudliwych prezesów w stylu Pana Wojciechowskiego w Polonii, Czy Jesusa Gila, który swego czasu rządził w Atletico Madryt. Na pewno szacunek wzbudzają tacy trenerzy/menadżerowie jak sir Alex Ferguson, czy Guy Roux, który prowadził drużynę Auxerre przez chyba 30 sezonów.

Może kiedyś w Polsce znajdzie się taki właściciel, który jasno powie menadżerowi, że ma czas, jednak muszą wraz z nim przyjść efekty, coś jak sytuacja Brendana Rodgersa w Liverpoolu. Powiedz mi Interesujesz się kadrą? Masz jakiś pomysł żeby zmienić aktualny stan rzeczy, który bądź co bądź jest okropny?

Hukos:
Ostatnio trochę obraziłem się na naszą piłkę w wydaniu reprezentacyjnym, bo oglądanie naszych Orłów kosztowało mnie za dużo nerwów. To paradoks, że mamy naprawdę niezłych piłkarzy, ale nie potrafimy zbudować z nich drużyny. Wydaje mi się, że im sie po prostu nie chce dawać z siebie 100% w reprezentacji. Popatrz na taką Szkocję. Typowa drużyna złożona z drwali i rzemieślników, ale widać, że na boisku zostawiają całe swoje serce, a ambicją i walką można w piłce naprawdę wiele osiągnąć.

Czy jako mało chłopiec chciałeś być piłkarzem? Może masz lub miałeś jakiegoś idola? Riijkard, Van Basten?Gullit?

Hukos:
Tak zdecydowanie święta trójca z Holandii rządziła naszymi umysłami w tamtych czasach. Oddałem im nawet hołd w utworze „Z nami nie byli”. Poza tym moim ulubionym piłkarzem był Zinedine Zidane. To był prze as po prostu….i ta jego słynna ruleta…

Byłeś na jakimś stadionie? Jak oceniasz euro 2012. Zarówno pod względem sportowym jak i ekonomicznym? A IO w Krakowie? Strata pieniędzy czy jednak dobry pomysł?

Hukos:
Miałem okazję być na Old Trafford, poza tym byłem pod stadionem Chelsea i Arsenalu, niestety zabrakło mi czasu na ich zwiedzanie. Ale pewnie będzie jeszcze okazja. Poza tym wiadomo, stadion Jagiellonii w Białymstoku i kilka bardziej egzotycznych typu stadiony 3 i 4 ligowych drużyn polskich. Akurat podczas Euro 2012 byłem w Stanach, więc obserwowałem całą imprezę z oddalenia. Miałem w związku z tym zabawne zdarzenia. Pracowałem wtedy akurat w firmie, której właścicielami byli Włosi, a wiadomo, że ta nacja traktuje futbol niemal jak religię. Kiedy dowiedzieli się, że interesuję się piłka nożną, przynosili na budowę telewizor, byśmy mogli wspólnie oglądać mecze włoskiej reprezentacji. To było super, bo miałem wtedy 90 minut dodatkowej przerwy w pracy i luzu. Co do igrzysk w Krakowie, to nie uważam tego za dobry pomysł, krótko i na temat (śmiech).

Masz może zatem jakiś pomysł na kiboli? W wielu krajach Europy, władze potrafiły sobie z nimi poradzić. W Anglii wręcz demolowali stadiony a jednak teraz panuje na nich spokój. Czy Telewizja także nie przesadza z ciągłym pokazywaniem tylko złych stron polskich kibiców?

Hukos:
No więc właśnie, skoro poradzono sobie z tym problemem w innych krajach, to zamiast wymyślać coś od nowa, sięgnijmy po sprawdzone rozwiązania. U nas w kraju wszystko jest postawione na głowie i niektóre opcje polityczne próbują wykorzystywać kwestie kiboli do swoich celów.

Co sądzisz o wplataniu wątków piłkarskich do kawałków? Właściwie bardzo ich mało, ewentualnie kilka wersów. Może taki stricte piłkarski track trafiłby w gusta słuchaczy? Ostatni kawałek to chyba jeszcze Duże Pe & Mezo nagrali.

Hukos:
Ostatnio na Kodexie 5 numer w tej konwencji miał Bonson z Quebonafide. Tak jak mówiłem wcześniej, w rapie piękne jest to, że można mówić o wszystkim, wiec jeśli ktoś napisze ciekawy numer w konwencji piłkarskiej to super.

Może doczekamy się zatem kolejnych ciekawych kawałków o tematyce futbolu. Kolejne pytanie, które dzieli ludzi. Co sądzisz o wprowadzeniu technologii do piłki nożnej. Jednak sędziowie ciągle powtarzają te same błędy, które później kosztują wiele drużyny przegranych. W Anglii wprowadzono goal-line. W LM jest teraz pięciu sędziów. To i tak za mało. Masz jakiś pomysł żeby ulepszyć futbol?

Hukos:
Jestem jak najbardziej za wprowadzaniem techniki w piłce nożnej. Właśnie goal line uważam za dobre rozwiązanie, bo ile to meczów w historii zostało wypaczonych przez błędne decyzje sędziów? Nie ma co się zamykać i skoro technologia może pomóc, to trzeba z niej korzystać. Obecnie doszliśmy do takiego punktu, że widz przed telewizorem dzięki niezliczonym kamerom telewizyjnym ma dużo większą wiedzę na temat zdarzeń boiskowych niż sędzia. To rodzi liczne kontrowersje.

Czy dawanie za piłkarzy np. stu milionów euro to nie przesada? Kiedyś usłyszałem tezę, że kupowanie zawodników za takie kwoty to prawie jak handel ludźmi. Może jednak coś w tym jest?

Hukos:
Nie mam pojęcia, czy to jest moralne, czy nie. Na pewno jest to głupie. Patrząc z czysto piłkarskiego punktu widzenia Tottenham zrobił świetny interes, bo żaden, nawet najlepszy piłkarz nie jest wart 100 milionów. Za tą sumę można kupić 4 kozaków i realnie namieszać w walce o tytuł mistrza Anglii.

I wracamy jeszcze na moment do muzyki. Alternatywna rzeczywistość. Któryś z polityków nagrywa kawałek Panie Hukosie. Wyobrażasz sobie taki schemat?

Hukos:
Nie miałbym nic przeciwko, co więcej niektórzy politycy to nieźli punchlinerzy vide Korwin-Mikke. Jednak obawiam się, że politycy poza tym, że dużo gadają, nie mieliby tyle skillu, żeby nagrywać rap. Chociaż nieźli z nich ulicznicy i bandyci, bo kradną na lewo i prawo w biały dzień i dymają ludzi bez skrupułów jak rasowi gangsta.

No to niestety raczej się nie doczekamy politycznego dissu na Ciebie, chociaż kto wie nasi politycy już nie raz zaskakiwali nas swoimi dziwnymi i szalonymi decyzjami. Przynajmniej byłoby wesoło. Jeszcze jedna prośba ode mnie na zakończenie. Słowo na koniec od Hukosa?

Hukos:
Miłość, przyjaźń, dobre słowo.

40%
40%
 
Posty: 207
Rejestracja: 2013-04-15, 21:12
Lokalizacja: Gorzów Wielkopolski

Wróć do Wywiady